Tu możesz przeczytać interesujące teksty o metodach pracy edukacyjnej z wykorzystaniem multimediów oraz o istocie projektowania w codziennym życiu.
Dorota Janczak
Edukacyjne możliwości wykorzystania komiksu
Kiedy pierwszy raz zaproponowałam uczniom tworzenie własnych komiksów, wydawało mi się, że muszę ich dodatkowo zmotywować. Zorganizowaliśmy konkurs na najciekawszy komiks dotyczący życia szkoły. Nie pozostawiliśmy jednak naszych podopiecznych bez pomocy. Prace nad komiksami wykonywali pod opieką nauczyciela, (głównie) na lekcjach informatyki. Dostali wsparcie teoretyczne w czasie, którego uświadomili sobie, czym jest komiks i jakimi prawami się kieruje. Dowiedzieli się też jak tworzyć komiks od strony technicznej (np. jak wykonać dobre zdjęcia aparatem cyfrowym, w jaki sposób rozmieszczać ramki z obrazem na stronie). Zaopatrzeni w taki zasób wiedzy i umiejętności mogli przystąpić do tworzenia własnych historii. Pracowali w grupach 4-5 osobowych samodzielnie wykonując wszystkie prace od etapu wymyślania wątku i dialogów, przez fotografowanie scen, do łączenia wszystkiego w całość w dokumencie tekstowym i drukowania komiksów. Prace uczniów przeszły nasze oczekiwania. Celnie przedstawiały rzeczywistość szkolną, były dowcipne i interesujące. A przy tworzeniu komiksów uczyli się nie tylko uczniowie, zdobywałam doświadczenie i ja. Zachęcona sukcesem, wykorzystywałam tę formę wypowiedzi uczniów jeszcze kilkakrotnie. Zawsze była to dla nich „fajna zabawa” przy okazji, której zdobywali wiele cennych umiejętności i wykazywali się kreatywnością. Tworzenie tego rodzaju komunikatów w szkole wydało mi się na tyle cenne, że postanowiłam zachęcić do tego innych nauczycieli. [...] – czytaj cały artykuł.
Źródło: http://dorjan.edublogs.org/
Agnieszka Pajączkowska
Zobaczyć to, co niewidoczne, czyli o fotografii w pracy z dziećmi
Zacząć od siebie
Na początku warto uznać, że w fotografii nie ma zasad – jest tylko ten, jeszcze mały, człowiek, który dostaje do ręki aparat i sam sobie staje się regułą. Nie liczą się trudne słowa takie jak „kompozycja”, czy „estetyka”. Fotografujesz to, co chcesz i tak jak chcesz – to, co ci się spodoba, albo jest brzydkie, albo wyjątkowe; to, co oglądasz na co dzień i to, czego wcześniej całkiem nie dostrzegałeś. Wolność i brak zasad, w połączeniu z koniecznością wyboru – naciśnięciem migawki – dają razem sytuację wymagającą podjęcia indywidualnej, choć często jeszcze nieświadomej, decyzji – co i jak sfotografuję? To sytuacja, która otwiera i rozbudza – tym bardziej, że dzieci często jeszcze nie są obciążone estetycznym bagażem dorosłych uznającym za dobre tylko takie zdjęcie, które jest wyraźne i równe, z człowiekiem po środku i zabytkiem w tle. Nie – dobre zdjęcie to takie, które jest moje – które pokazuje to, co jest dla mnie ważne, w sposób który jest mi bliski. Dzieci nie mają oporów, aby szukać, eksperymentować, nie przejmować się – tworząc, podążają za swoimi potrzebami, chęciami i dziecięcą wyobraźnią. Jeśli pies, to z perspektywy trawnika, jeśli młodsza siostra to najlepiej włożyć jej aparat do wózka, jeśli mój dom to tylko z ulubionym miśkiem na progu. Sfotografować można też wnętrze śmietnika, kwiatki babci Stefy, kapsel na chodniku i sąsiadkę wyglądającą z okna – przecież wszystko to jest ważne.
Działanie, wydarzenie, spotkanie
W fotografii – tej najprostszej, cyfrowej, wykonywanej przy użyciu zwykłych „małpek” a nie zaawansowanych lustrzanek – ważne jest, po pierwsze, działanie, dopiero potem – zdjęcie. To działanie indywidualne, kreatywne, swobodne, rozwijające aktywność twórczą rozumianą, przede wszystkim, jako „wyrażanie siebie” nieskrępowane z góry narzuconymi regułami. To również działanie pobudzające do refleksji, rozwijające wrażliwość, umożliwiające dzielenie się wrażeniami i emocjami, a tym samym będące okazją do spotkania i budowania więzi – z drugim człowiekiem, z miejscem, z samym sobą.
Fotografia wcale nie uczy patrzeć – uczy dostrzegać. Aparat wiszący na szyi to pretekst do poszukiwania, rozglądania się – zmusza bezrefleksyjnie prześlizgujący się wzrok, do zatrzymania. Zaczynając od siebie i swojego podwórka, szybko okaże się jak wiele jest na nim rzeczy ważnych – wartych sfotografowania – i jak wiele rzeczy nowych – wcześniej niedostrzeżonych. Fotografowanie własnego miejsca, najbliższych ludzi, zwykłej codzienności, ma nie tyle moc dowartościowywania, co uświadamiania wartości, która była w nich już wcześniej, ale ukryta pod codziennym pośpiechem, czy rutyną i nudą. Daje poczucie osobistej satysfakcji, a jednocześnie pozwala też dzielić się radością, dumą i wartością płynącą z efektów – młodzi fotografowie pokazując swoje zdjęcia rodzinie, kolegom, sąsiadom, przekazują im swój osobisty obraz bliskiego im wszystkim doświadczenia. Wspólne oglądanie zdjęć – na przykład w formie wystawy na płocie sąsiada, czy pokazu zorganizowanego w oparciu o prześcieradło, trzepak, muzykę i pożyczony rzutnik – to okazja do spotkania małych i dużych, wymiany myśli, wrażeń, do zobaczenia tego, co najcenniejsze, bo nasze.
Fotografia to nie tylko spotkanie i nawiązanie relacji z miejscem, przestrzenią – to także okazja do poznawania innych ludzi – zarówno tych bliskich, jak i całkiem nieznajomych. Fotograficzny portret może stać się pretekstem do opowieści – o przeszłości, o pasji, o codziennej pracy, o marzeniach i ulubionych słowach. Jego wykonywanie bywa sytuacją bardzo osobistą – wymaga wzajemnego zaufania, uczy odpowiedzialności. Młody fotograf robiąc zdjęcie listonoszowi, najstarszemu mieszkańcowi miasteczka, czy najlepszemu przyjacielowi, zostaje wpuszczony do ich prywatnego świata – ma okazję otworzyć się na potrzeby, oczekiwania i opowieść fotografowanej osoby. W efekcie tego spotkania powstaje zdjęcie, które wracając do fotografowanego w postaci prezentu, czy jednej z fotografii prezentowanych na wystawie, zamyka proces obustronnie wzbogacającej wymiany.
Odszukać i stworzyć
Fotografowanie ma moc budowania więzi także z tym, co nieznane lub odległe. Stare zdjęcia odszukiwane w albumach sąsiadów i członków rodziny, mogą stać się pretekstem do odkrywania własnej historii – odszukiwania zapomnianych miejsc, dawnych zwyczajów, historii przodków – przywracania pamięci. Fotografia nie tylko zatrzymuje – może też ożywiać to, co zostało utrwalone kiedyś – przeciągać nitkę pomiędzy tym co dawne, a tym co dzisiejsze.
To przypomina o kreacyjnej funkcji fotografii, która pozwala nie tylko opisywać świat, ale także stwarzać go po swojemu – o ile dokumentacja rozwija wrażliwość spojrzenia, daje okazję do poznawania ludzi i miejsc, o tyle kreacja to możliwość uruchomienia wyobraźni – dzięki niej zdjęcie może być dopiero punktem wyjścia do plastycznych, czy graficznych przetworzeń nadających mu całkiem nowe znaczenia. Czasami, aby uruchomić myślenie o fotografii jako o kreacji, wystarczy zadać odpowiednie pytanie: czy można sfotografować coś, czego nie widać? Jak sfotografujesz swoje marzenie? Albo najważniejsze słowo? Czy można sfotografować swój sen? Powstają wtedy zdjęcia abstrakcyjne, symboliczne, czasami ocierającej się o teatr, czasami grające iluzją, a czasami takie, które udowadniają, że wystarczy jedynie spojrzeć inaczej na to, co widać, aby pokazać to, co niewidzialne.
Czytanie obrazów
Fotografia od dawna nie jest już działaniem odświętnym. Szeroka dostępność aparatów i wszechobecność fotograficznych obrazów, w połączeniu z wciąż rozwijającymi się możliwościami Internetu, sprawiają, że konieczne staje się uczenie ich świadomego używania i odczytywania – warto się zastanowić przy jakiej okazji tego typu praktyczną wiedzę i umiejętności można dzieciom przekazywać: czy tylko przez zajęcia dodatkowe skierowane jedynie do pasjonatów? Domy kultury i szkolne kółka zainteresowań, jeśli w ogóle oferują zajęcia fotograficzne, to raczej jako możliwość rozwinięcia hobby – stricte „artystycznego” – starszej młodzieży. Owszem, istnieją ciekawe projekty, inicjatywy skierowane do dzieci, opierające się głównie o kreatywne i świadome wykorzystywanie fotografii – jednak wciąż jest ich stosunkowo niewiele. Może warto byłoby pomyśleć o włączeniu działań związanych z fotografią do szkolnego programu zajęć plastyki, informatyki, wiedzy o społeczeństwie? A może aparat fotograficzny, jako narzędzie pomagające poznawać siebie i rzeczywistość, powinien być obecny w szkole od samego początku, twórczo towarzyszyć także najmłodszym? Samodzielne robienie zdjęć pomaga dzieciom oswoić wizualny charakter współczesnego świata – poprzez swobodne, ale wymagające ciągłych wyborów działanie, uczy, że obrazów nie należy się bać, ani bezgranicznie im ufać, że warto natomiast używać ich – z czasem coraz bardziej świadomie – jako narzędzia komunikacji, sposobu badania świata, wyrażanie siebie i poznawania innych.
Źródło: www.kongreskultury.pl
Łukasz Skąpski – “Maszyny”
“Moją intencją w tworzeniu tego zbioru było pokazanie tej niesłychanej siły, na jaką ludzie potrafią się zdobyć w niesprzyjających warunkach.” Łukasz Skąpski w swoim dokumencie “Maszyny” wykonał ok. 150 traktorów i maszyn wykonanych samodzielnie przez rolników z Podhala. Konstruktorzy maszyn wykorzystali do ich budowy wszelkie dostępne materiały, dzięki czemu są niepowtarzalne i atrakcyjne wizualnie.
W 1982 roku, we wsi Zasań koło Myślenic byłem świadkiem próby uruchomienia maszyny do podorywania ziemniaków. Maszyna była zrobiona własnoręcznie przez rolnika z motocykla SHL. Wyglądała absurdalnie: kierownica z tyłu motocykla; brak tylnego koła, zamiast którego zamontowany był lemiesz; przeniesienie napędu na przód, na metalowe koło łopatkowe, najwyraźniej wzięte z jakiejś maszyny rolniczej. Patrzyłem z niedowierzaniem na zmagania rolnika. Nie wyobrażałem sobie, żeby ta konstrukcja mogła zadziałać. Ponieważ widywałem na wsi już przedtem różne ręcznie robione maszyny pomyślałem wtedy, że warto by było je zdokumentować. [...]
Gdy pomysł wpadł mi do głowy, nie miałem na myśli dokumentacji o charakterze etnologiczym czy dokumentowania agrarnych osiągnięć techniki. Nie myślałem też ani o Wspaniałych Fotogramach, ani o tym w jaki sposób zdjęcia takie znaleźć by miały miejsce w sztuce. Myślałem, że to będą po prostu niewiarygodne maszyny uwiecznione na zdjęciach.
[...]
Jako przyczynek do wiedzy o mechanizacji rolnictwa w Polsce wymieniam tu powody – tak jak je usłyszałem od górali – dla których wolą oni pojazdy mechaniczne od konnych:
1. Konia trzeba karmić przez cały rok, co kosztuje i sporo pieniędzy, i pracy (kosić łąki dla siana, karmić codziennie, uprzątać nawóz). Traktor stoi bez obsługi przez cały rok, jak potrzeba gdzieś jechać, wlewa się ropy i jedzie.
2. Traktor z najsłabszym silnikiem Andorii uciągnie tyle, co dwa konie.
3. Jeśli traktor ma kosiarkę, nie trzeba kosić ręcznie.
4. Za koniem trzeba iść pod górę, na traktorze można jechać.
5. Konia w polu gryzą gzy (bąki) i się płoszy, utrzymywanie go w ryzach jest kłopotliwe i zabiera czas. Ponadto koń przywabia gzy, które również gryzą pracujących w polu ludzi.
6. Traktorem pracuje się szybciej, łatwiej i wydajniej.
[...]
Z pracy Becherów przebija, jeśli nie afirmacja, to jednak rodzaj fascynacji odchodzącym światem starych budowli i instalacji przemysłowych, stanowiących relikt okresu ekspansji kapitalizmu, który położył podwaliny współczesnego systemu korporacyjnego. Tymczasem moje zainteresowanie samodzielną produkcją rolników polskich opiera się – moim zdaniem – na ich antykorporacyjnej działalności. Tutaj wyjaśnić muszę, dlaczego nazywam “antykorporacyjnym” działanie wynikające z prostej zaradności, z braku innych możliwości nabycia niewielkich maszyn rolniczych.
Należy uwzględnić specyficzne warunki społeczno-polityczne i ekonomiczne panujące w okresie komunizmu w całym Bloku Wschodnim, również i w PRL.
Biorąc pod uwagę fakt, że państwo było właścicielem niemal wszystkich środków produkcji i jedynym dysponentem kapitału, przyjmuję, że traktowanie systemu socjalizmu realnego jako kapitalizmu państwowego jest uzasadnione. Kapitalizmu państwowego, a więc – można powiedzieć – monopolistycznej megakorporacji, kontrolującej wszelkie przejawy życia społecznego i ekonomicznego, traktującej prywatną własność ziemi i drobnych rolników jako niebezpieczną konkurencję i polityczne zagrożenie. Jak wiemy z najnowszej historii, nie bez powodu. Prywatna własność ziemi w Polsce dała chłopom niezależność od państwa i była pośrednim powodem upadku systemu komunistycznego.
Zagrodowa produkcja maszyn rolniczych w tym okresie była odpryskiem tej wolności, świadectwem podmiotowego działania i zaradności rolników. Materialnym dowodem luki w systemie i jej wykorzystania. I – biorąc pod uwagę ówczesne realia – działaniem antykorporacyjnym.
[...]
Wszystkie te maszyny stanowią zbiór części pochodzących z różnych pojazdów, połączonych przede wszystkim w taki sposób, by spełniać pożądane funkcje. Dizajn funkcjonalny, raczej konstrukcja niż dizajn. Na ile te maszyny zostały zaprojektowane i wykonane przez konstruktorów zgodnie z ich upodobaniem, na ile smak i pomysłowość w upiększaniu (“dizajnowaniu”) grała rolę przy ich produkcji? Jak widać na zdjęciach, podejście wykonawców do dizajnu było różne. Niektóre z maszyn mają fikuśnie ozdobione atrapy, wymalowane bardziej lub mniej zabawne nazwy traktorów, są pomalowane na różne kolory itp. Stylistyka zależy od w dużej mierze od epoki, w jakiej traktor został skonstruowany. Biorąc pod uwagę, że części do maszyn kupowane były prawie zawsze na złomie, utrzymane są przeważnie w stylu z poprzedniej epoki stylistycznej (powiedzmy 10 do 25 lat wstecz). Są jednak traktory, w których nie ma żadnych ozdób, osłon, nawet błotników. Żadnego komfortu, czysto utylitarna funkcja. Paradoksalnie, te właśnie maszyny posiadają wyjątkowy charakter, chciałoby się powiedzieć, że są w jakiś sposób bardziej atrakcyjne od ozdabianych. Może dlatego, że są niezawisłe od upodobań (smaku) ich konstruktorów. – Łukasz Skąpski “Seria i typologia jako metoda w sztuce”, praca doktorska, ASP w Poznaniu, 2005.
Łukasz Skąpski urodził się w 1958 roku. Ukończył studia w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie na Wydziale Malarstwa. Tworzy instalacje, fotografie oraz filmy wideo. W jego pracach najważniejsza jest koncepcja. Środki wyrazu sprowadza do minimum. Brał udział w imponującej liczbie wystawa zbiorowych i indywidualnych. Łukasz Skąpski jest członkiem Supergrupy Azorro , znanej w Polsce i za granicą ze swego często prześmiewczego stosunku do sztuki. Skąpski mieszka i pracuje w Krakowie.
Wystawa projektu Łukasza Skąpskiego Maszyny prezentowana była od 29 września 2006 roku w Galerii Antoniego Rząsy mieszczącej się przy ulicy Bogdańskiego 16a w Zakopanem.
Źródło: http://www.fotopolis.pl/index.php?n=4960
Marek Krajewski
Apologia prowizorki
Przedmioty stawiają nam opór. Niekoniecznie dlatego, że są materialne i nieme, ale raczej dlatego, że są obiektywizacjami wiedzy, interakcji, wartości i sposobów myślenia, które narzucają się nam jako konieczności. Jako narzędzia pozwalają nam one realizować założone cele, ale jednocześnie są jednym z najważniejszych środków ograniczających naszą wyobraźnię oraz ustanawiają twarde, nienegocjowalne ramy naszych działań. Projektowanie rzeczy jest więc zawsze projektowaniem porządku społecznego, ponieważ przedmioty nie tylko programują sposoby używania naszego ciała, ale też definiują kim jesteśmy, wyznaczają nam zadania do wykonania, podpowiadają, co jest możliwe, co zaś nie. Dla przykładu zastawa stołowa nie tylko przypomina o centralności jedzenia w naszej kulturze i o złożoności zasad, którymi jedzenie jest w niej regulowane, ale też sprawia, iż z trudem i tylko w ekstremalnych sytuacjach mogę sobie wyobrazić spożywanie posiłków w odmienny sposób, niż ten narzucony przez talerze, szklanki, kieliszki, półmiski, wazy i sosjerki. Z trudem również przychodzi mi sobie wyobrazić cukiernicę jako doniczkę, czy szklankę jako wazon i to pomimo tego, że ich kształty nie przeszkadzałyby w pełnieniu tych nowych funkcji.
Nieprzypadkowo więc prawdziwą sztuką jest dostrzeżenie w przedmiocie czegoś innego, niż to, co on obiektywizuje. Oznacza to bowiem wyobrażenie sobie nowej formy ładu i porządku kulturowego, wymaga wymyślenia nowych zastosowań naszego ciała i nowych celów do których zmierzamy. Gest Duchampa wystawiającego w 1917 roku pisuar jako rzeźbę nie był więc tylko formą sproblematyzowania tego czym jest sztuka ( i początkiem jej przechodzenia z fazy siatkówkowej, wizualnej do fazy konceptualnej, ideowej), ale też próbą przeprojektowania porządku i wyrwania się z reżimu narzucanego przez dobra materialne.
Dlatego tak fascynujące są drobne codzienne gesty, które przeprojektowują przedmioty, nawet wówczas, gdy działanie to jest amatorską prowizorką, albo gdy jest ono skutkiem konieczności radzenia sobie w sytuacji braku środków finansowych. Te drobne gesty mają w sobie ogromny potencjał emancypacyjny i pomimo tego, że nie zostały one pomyślane jako polityczne, to są nimi, bo wymagają one zawsze wyjścia poza porządek i dostrzeżeniu w nim zbioru możliwości, a nie konieczności. Upowszechnienie takich praktyk jest oczywiście niebezpieczne dla systemu, ponieważ oznacza powrót do tradycyjnej mentalności zgodnie z którą wszystko, co istnieje, istnieje po coś. Niczego więc nie należy wyrzucać, bo zawsze się może kiedyś przydać. Wystarczy tylko trochę wyobraźni i trudnej do opanowania zdolności kontroli nad przedmiotami, polegającej na nadaniu im dowolnej funkcji i przeznaczenia.
Prowizorka jest sztuką improwizacji, ta ostatnia jest zaś przywilejem tych, którzy perfekcyjnie kontrolują jej środki. Trudno o nią tam, gdzie rynek jest w stanie zaspokoić każdą, najbardziej nieprawdopodobną potrzebę. Warto więc pamiętać o paradoksie zróżnicowanej, zorientowanej na wyjątkowość i unikalność klienta, niszowej konsumpcji- możliwość realizacji każdego pragnienia przez przedmioty oferowane na rynku to nie tyle znak poszerzenia naszej wolności i uelastycznienia systemu, co raczej wyraz jego rosnącej zdolności do programowania naszych działań przez dobra materialne.
Źródło: http://krajewskimarek.blox.pl/html
Zapraszamy do odwiedzania stron internetowych dokumentujących :
- dizajn i jego związki z codziennością
- projekty z zakresu edukacji kulturalnej kształtującej wrażliwość estetyczną
- formy pracy z dziećmi i młodzieżą w środowisku lokalnym.



